Geneza i okoliczności założenia Domu Św. Krzyża w Nysie

 

 

 

Geneza i okoliczności założenia Domu Św. Krzyża w Nysie

 

 

 

15 stycznia br. minęło 100 lat od śmierci Św. Arnolda Janssena – założyciela Zgromadzenia Słowa Bożego, którego dzieło niewątpliwie miało wpływ również na rozwój naszego miasta. Trudno sobie obecnie wyobrazić Nysę bez Księży Werbistów, bez trzech zgromadzeń zakonnych zakorzenionych w naszej miejscowej kulturze, a przede wszystkim w życiu codziennym naszej parafii (pw. Matki Bożej Bolesnej). Trudno również pominąć tradycje powojennego szkolnictwa rolniczego, które bazuje na budynkach klasztornych, bez względu na ocenę aktualnych stosunków własnościowych. Fascynuje mnie ten fenomen misternie zaplanowanego i wybudowanego kompleksu powstałego na przełomie XIX i XX wieku, którego uczniowie i domownicy rozsławili i rozsławiają Nysę na wszystkich kontynentach. Dlatego chciałbym pokrótce przybliżyć zainteresowanym jak to się stało, że akurat na Górnej Wsi powstał pierwszy na terenach ówczesnego państwa niemieckiego (pruskiego) klasztor i szkoła misyjna.

W czasie gdy Arnold Janssen poszukuje woli Bożej w swym kapłańskim życiu, w Niemczech rozwija się Kulturkampf, polityka państwa wroga Kościołowi, zmierzająca do wyeliminowania religii z życia społeczeństwa. Duchowieństwo doznaje wielu prześladowań. Są uwięzienia biskupów, zamykanie seminariów duchownych, a także ingerencja państwa w wewnętrzne sprawy kościołów. W tej sytuacji Arnold Janssen  wie, że nie otrzyma pozwolenia na założenie seminarium w Niemczech. Ogólnie biorąc, całe to przedsięwzięcie wydaje się nierealne. Sama idea założenia Domu Misyjnego spotyka się z aprobatą  biskupów, którym ks. Arnold ją prezentuje, jednak nie otrzymuje on żadnej konkretnej pomocy. W zamierzeniu miało to być seminarium w połączeniu z gimnazjum, w którym zdolni chłopcy mogliby ukończyć humanistyczne studia, przydatne w misyjnej pracy i zarazem kształcące ducha przyszłych misjonarzy. Arnold Janssen staje się nawet obiektem żartów wielu ludzi, ponieważ nie dysponuje praktycznie żadnymi środkami materialnymi, by takie plany zrealizować. Odbywa wiele męczących podróży, próbuje zachęcić do ofiarności na ten cel czytelników swoich pism, choć rezultaty tych zabiegów są mizerne. Jednak pojawiają się też życzliwi ludzie, którzy wskazują mu konkretne miejsca dla tego dzieła w pobliskiej Holandii i pomagają w załatwianiu formalności. Od nieznanych sobie darczyńców otrzymuje pieniądze. W 1875r. kupuje dom nad rzeką Mozą w Steyl i po wstępnych remontach oraz przebudówkach zakłada w nim Dom Misyjny.

Zostaje jego pierwszym przełożonym. Otrzymuje dla swego dzieła oficjalne błogosławieństwo ówczesnego papieża Leona XIII. W pierwszym okresie działalności domu trudności zewnętrzne i wewnętrzne zdawały się nie mieć końca. Ale stopniowo sytuacja normowała się i wkrótce pojawili się kandydaci do życia zakonnego. Na początku roku 1876 otwarto własną drukarnię, a w sierpniu tegoż roku zaczęto budowę nowego budynku dla potrzeb rozwijającego się dzieła. Arnold Janssen, założyciel i pierwszy przełożony, okazał się roztropnym wizjonerem, rzetelnie wypełniającym założony cel.

Wbrew nieufności kościelnych elit, dużej powściągliwości konfratrów kapłanów, a czasem nawet jawnej wrogości, Dom Misyjny św. Michała stawał się powoli konkretną rzeczywistością. Po roku przystąpiono do wznoszenia pierwszego gmachu. W ciągu dziesięciu lat powstały zręby kompleksu budynków, tworzących trzon zabudowań klasztornych. Wśród nich centralne miejsce zajmuje piętrowy kościół. Dosyć szybko ułożono regułę domową, tzw. “Statuty Domu Misyjnego św. Michała Archanioła”, gdzie jako zasadniczy cel Domu postawiono: “Szerzenie Słowa Bożego na ziemi, przede wszystkim przez działalność apostolską wśród tych ludów niekatolickich, gdzie działalność wydaje się najbardziej nieopłacalna, mianowicie, mamy tu w pierwszym rzędzie na uwadze narody pogańskie, zwłaszcza ludy Dalekiego Wschodu”.

Po złagodzeniu polityki Bismarcka wobec kościoła o. Janssen zaczął myśleć o założeniu domu misyjnego na wschodzie Niemiec.

Na Śląsk jako możliwe miejsce przyszłej placówki werbistowskiej pod koniec 1887r. zwróciła uwagę Arnolda Janssena pani Emilia Huch. Zaproponowała, aby założył placówkę w pobliżu kościółka pielgrzymkowego Maria Hillf, obecnie kojarzonym mieszkańcom Nysy z sanktuarium w Lasku Złotogłowickim. Zapewniała go: „W krótkim czasie będzie tam Ksiądz miał drugie Steyl”. Na pomoc materialną miałby liczyć z jej strony i jej męża, jak i wielu dobrodziejów. Rodzina Huchów od 1884r. mieszkała w Berlinie, gdzie Franz Huch piastował wpływowe stanowisko głównego redaktora finansowego w „Germanii” – gazety reprezentującej poglądy bliskie politycznego centrum. Poza tym był właścicielem gazety prowincjonalnej o wyraźnie katolickim profilu i drukarni w Nysie, co przynosiło mu stały dochód. Wiosną 1888r. Arnold Janssen podczas podróży do Wiednia zatrzymał się prawdopodobnie po raz pierwszy w Nysie i spotkał się z radcą duchownym ks. Proboszczem Pischlem. Tak o tym pisał w swoim dzienniku: „Wtedy jeszcze nie mogłem myśleć o założeniu Domu Misyjnego na Śląsku, ponieważ musiała go koniecznie poprzedzić placówka w Austrii (Sankt Gabriel k/Wiednia), a sytuacja w Prusach nie dojrzała jeszcze do złożenia fundacji. Zmiana na lepsze nastąpiła, kiedy strona niemiecka coraz wyraźniej podnosiła swoje życzenie, by nasi misjonarze w Szantungu Południowym (Chiny) zechcieli przyjąć niemiecki protektorat. Można było także wyczuć w Berlinie życzenie, by założyć niemiecki katolicki dom misyjny dla kolonii niemieckich w krajach tropikalnych i zgromadzenie katolickie mające włączyć braci do pracy nad szerzeniem oświaty i kultury w tych krajach.” Kolejny bodziec do założenia Domu Misyjnego w Niemczech dał kanclerz Bismarck w przemówieniu z 22 listopada 1889r. Jego wypowiedzi o równouprawnieniu zarówno protestanckiej, jak i katolickiej działalności misyjnej, przy zachowaniu wyłączności narodowej wśród personelu misyjnego na niemieckich terenach powierniczych, było w Watykanie życzliwie komentowane. W lutym 1890r. rząd niemiecki dowiedział się, że papież Leon XIII zamierza wystąpić z ideą seminarium misyjnego w Niemczech, aby wesprzeć prace misyjne w niemieckich koloniach. W odpowiedzi na to Berlin wszczął samodzielne kroki i nawiązał kontakt ze Steyl przez wrocławskiego księcia arcybiskupa Koppa i proboszcza katedry kolońskiej doktora Berlage.

Po wielu rozmowach, jakie założyciel przeprowadził w Ministerstwie Wyznań i wpływowymi biskupami padły dwie propozycje: opactwo w Krzeszowie (na północ od Kłodzka) i Paderborn (Westfalia). Obie jednak z różnych przyczyn okazały się nieodpowiednie. Tymczasem Arnold Janssen w swoich rozmowach podkreślał, że interesuje go Śląsk, bo „w śląskim charakterze jest coś niezmiernie miłego i uprzejmego, a Ślązacy uczą się łatwo języków obcych”. Brał też pod uwagę kształcenie na przyszłych misjonarzy Polaków, którzy „uczą się bardzo dobrze chińskiego”. Dlatego też rada generalna zgromadzenia obstawała przy opcji wskazującej na Śląsk. Rozpoczęto poszukiwanie odpowiedniego obiektu. We wrześniu 1891r. Janssen tak pisał „Ogłoszenie, jakie posłałem pani Huch, przyniosło nam 30 ofert, dwie najkorzystniejsze – Nysa i Kamieniec Ząbkowicki – są najlepszymi punktami komunikacyjnymi katolickiego Śląska, gdy chodzi o połączenia kolejowe”. Po sprawdzeniu wszystkiego Superior przekazał podanie arcybiskupowi Koppowi we Wrocławiu, prosząc o pozwolenie na założenie Domu Misyjnego w parafii Średnia Wieś koło Nysy i przyjęcie Stowarzyszenia Misyjnego do jego diecezji. Arcybiskup odpowiedział 2 grudnia, że „nie ma żadnych zastrzeżeń”, co więcej życzy przedsięwzięciu powodzenia.

Tak Arnold opisywał ten obiekt: „Do nabycia jest tam w całości majątek, o wielkości 120 mórg za 250 talarów od morgi. Jeśli kupi się jedynie działkę, wtedy właściciel zażąda po 300 talarów od morgi”. W następnych dniach razem z p. Huchem składał wyrazy uszanowania wpływowym osobistościom i zabiegał o potencjalnych dobrodziejów dla nowej fundacji. Obiecano równe 15.000 marek. Podczas pobytu założyciela w Berlinie minister wyznań udzielił zezwolenia na placówkę. Idea założenia śląskiego Domu Misyjnego znalazła ogólne uznanie wśród duchowieństwa i laików, a także śląskich posłów. 16 kwietnia 1892r. poczyniono kroki notarialne stwierdzające zakupienie majątku. Dopiero 20 lipca urząd rejencji w Opolu zezwolił na utworzenie placówki Zgromadzenia Słowa Bożego „by kształcić niemieckich misjonarzy dla krajów pogańskich”. W zezwoleniu było również zastrzeżenie, że „członkowie tej placówki nie mogą uprawiać innej działalności, poza wspomnianą, bez wyraźnego zezwolenia państwowego”. W liście o wsparcie przedsięwzięcia skierowanego do Związku Afryki założyciel pisał: „Z naszej strony zrobiliśmy wszystko, aby Domowi zapewnić przyszłość. Jest to miejsce, które ze wszystkich stron ma dogodne połączenia, wyszukane w centrum katolickiego Śląska, w Średniej Wsi przed bramami Nysy, gdzie nabyto piękny i dobrze położony 30-hektarowy majątek stanowiący jedną całość - Owczarnię, dawne biskupie dobra stołowe”. 16 października 1892r. rozpoczęto z ośmioma uczniami naukę w starym budynku gospodarczym Owczarni. Wkrótce było inaczej. Wraz ze wzrostem liczby uczniów, rósł także nowy gmach Domu Misyjnego, którego uwieńczeniem było postawienie kościoła w latach 1905-1907.

Arnold Janssen prawie każdego roku jadąc do St. Gabriel, odwiedzał Święty Krzyż. Troszczył się o programy nauczania, rozbudowę i gospodarstwo rolne. Cieszył się z szerokiego uznania, jaki Dom znalazł u księży i wiernych. Cieszył się z przychodzącymi, choć nielicznymi młodzieńcami, z mieszanych niemiecko-polskich rodzin. Kiedy pierwsi z nich zostali wyświęceni, mógł ich posłać do polskich kolonistów w Misiones (Argentyna) i w Paranie (Brazylia). Stanowili oni także zalążek powstałej później Polskiej prowincji Zgromadzenia. Nysa, na którą padł ostatecznie wybór założenia domu  misyjnego Werbistów, jest jedynym miejscem na terenach dzisiejszej Polski, gdzie przebywał i to kilkanaście razy kanonizowany w 2003r. święty ojciec Arnold Janssen. To dom, który on osobiście zakładał i do końca swego życia pilotował jego rozwój. Doceniła to również ostatnio Rada Miejska w Nysie nadając imieniem Arnolda Janssena jedną ulicę, a drugą nazwano ulicą  Ojców Werbistów.

Pominąłem tutaj wszystkie trudności i całą kampanię oszczerstw, która miała miejsce przy zakładaniu tego Domu. Istotny jest efekt finalny, który z tak wielką determinacją założyciela okupioną niesamowitą pokorą powstał jak na tamte czasy w swoiście ekspresowym tempie. Praktycznie oparty na samowystarczalności, jeśli chodzi o zapewnienie domownikom wyżywienia, produkcji cegły, działalności warsztatu stolarskiego, krawieckiego, kuźni i drukarni. Myślę, że o takich ludziach jak Św. Arnold Nysanie powinni wiedzieć i pamiętać.

 
Wyszukiwanie
Tłumacz stronę
English French German Italian Portuguese Russian Spanish